Podania

Opowiadanie I - Na Niemcowym mostku

Na parceli Niemca mieszkała dawniej kobieta, którą nazywali "Dróźnicką". W czasie I wojny światowej żołnierze mieli w pobliżu jej domu obozowisko. Rwali jabłka z jej sadu, a Ona na nich krzyczała. Gdy dłużej nie mogła znieść tego widoku, poszła na skargę do dowódcy. Pytał się jej czy rozpoznała któregoś. Bardzo szybko wskazała na jednego żołnierza. Dowódca nie mogąc wymyślić kary, kazał jej to uczynić. Bez oddechu powiedziała, żeby go zabić. I tak za kilka jabłek żołnierz został zabity. Później ta kobieta nie spała nigdy spokojnie. Zawsze ją straszyło. To łóżko przewracało, to pierzynę zdzierało, a w piecu zapalały się drewna. Ona krzyczała i darła się czasami w niebogłosy. To przychodziło takie kosmate jak kot i głaskało jej stopy. Ludzie ciekawi przychodzili tam i obserwowali, ale nic nie widzieli. Do końca życia ją straszyło - i straszy do dziś!!!

/z opowiadania Helena Krupa; Szymbark-Górki/

 

Opowiadanie II - Człowiek ubrany na czarno pod cmentarzem wojskowym koło Folwarku

Wracałam z Dołu późną nocą. Przechodziłam koło cmentarza wojskowego. Pod śliwą siedział człowiek ubrany na czarno. Jak podchodziłam do niego, to On się odsuwał, a jak odeszłam to siadał. Nie wracałam się już, ani nie oglądałam. To był strach, pomyślałam. Człowiek ubrany na czarno ukazywał się wtedy, jak miała umrzeć jakaś starsza osoba z wioski. Jak kto widział dziecko, to wtedy miał umrzeć młody.

/z opowiadania Helena Krupa; Szymbark-Górki/

 

Opowiadanie III - Ciele na bielańskim mostku

Pracowałem w Gorlicach na Magdalenie. Akurat wypadła mi nocka. Około godziny jedenastej przyszedłem pod cmentarz wojskowy. Szedłem prawą stroną. Od cmentarza wyszło czerwone ciele i szło stroną przeciwną. Zaczął mnie ogarniać strach. Oglądnąłem się z tyłu i z przodu czy mi się wydaje, ale ciele nadal szło. Ogarnął mnie wielki strach. Jakoś doszedłem do bielańskiego potoka, ciele poszło pod mostek, a ja wtedy uciekłem ile sił w nogach.

/z opowiadania Franciszka Zastępy z Nadjazia/

 

Opowiadanie IV - Pies

Przed wojną, Józef Cetnarowski przezywany Gulą, szedł wraz z kolegą wieczór do domu. Droga wypadła im przez las. Ludzie mówili, że w potoku straszy. Mijając potok, ukazał im się mały biały piesek. W miarę oddalania się, pies podążał za nimi. Jeden mówił do drugiego, żeby się przeżegnali. Jak to zrobili i popatrzyli za siebie, widzieli ogromnego psa, który odwrócił się i poleciał w stronę potoka. A Oni jeden przez drugiego uciekli do domu. A jak wpadli, to drzwi chcieli wywalić.

/z opowiadań Zygmunta Centarowskiego z Roli/

 

Opowiadanie V - Tajemnicze światełko koło studni

Byłam małą dziewczynką i pamiętam jak nasza sąsiadka robiła nam krzywdę. Nabierała wodę ze studni tym wiadrem, w którym nosiła gnojówkę. Woda była ciągle śmierdząca, nie nadawała się do picia. Po śmierci sąsiadki, wieczorem i w nocy koło studni chodziło światełko. Zaciekawiony ojciec zebrał wszystkie dzieci ze sobą i ruszyliśmy ku studni. Światełko świeciło dalej. Ojciec domyślił się, kogo oznacza światełko i zapytał się: "Czego żądasz grzeszono duszo?" Światełko znikło i usłyszeliśmy właśnie głos złośliwej sąsiadki: "Daruj mi!". Ojciec odpowiedział: "Niech Ci Pan Bóg daruje i ja ci daruje". Odtąd nigdy światełko się nie pojawiło więcej.

 

/z opowiadania Marii Kiełbasa z Łęgów/

Opowiadanie VI - Widmo skąpca

Żył straszny skąpiec. Nigdy nikomu nic nie użyczył. Po jego śmierci nikt w domu jego nie chciał przenocować. Przychodził gospodarz i co noc tłuk się, przewracał stołki, garnki. Jednego wieczoru przyszedł podróżny i prosił o nocleg. Żona zmarłego powiedziała mu, że jej mąż przychodzi co noc i strasznie się tłucze. Ale podróżny zgodził się nocować. Przed północą przyszedł duch. Tłukł się okropnie. Podróżny zabrał swoje manatki i chciał wyjść. Strach usiadł na progu i nie wypuścił podróżnego. Ten złapał go za nogi i powiedział: "Bóg zapłać wam za nocleg". Wtedy duch krzyknął: "I tym jednym Bóg zapłać - wybawiłeś mnie z mąk czyśćcowych". Od tego czasu nigdy się już nie pokazał.

/z opowiadania Marii Kiełbasa z Łęgów/

 

Opowiadanie VII - Naga dama

Chodziłem na cegielnie na Magdalenkę. Przez 6 lat pracowałem u Wrońskiego. Chodziłem pieszo przez Ropice, na bystrzycki most, koło kapliczki przy Rumińskich. Wtedy, gdy widziałem zjawę, była jesień, listopad, zimno, mróz, a godzina to chyba przed północą. Pięknie świecił księżyc. Na rzece pod Rumińską, tam gdzie są te wielkie skały, kąpała się dama. Zeszłem z drogi i mówię do niej: "To teraz się kąpiecie? Wynosisz się stąd czy nie?". Ciało miała całe czerwone. Poczułem strach. Włosy mi rosły na głowie. Uciekłem stamtąd ile sił. A Anielka była w chołpie!

/z opowiadań Jana Obrzuta z Zalipia/

 

Opowiadanie VIII - Maryjki

Chodziłem na pajskie do Senkiewicza, a brat do księdza Wachowicza. Idziemy z wypłatą do domu koło cmentarza. W bramie rosły dwa wielkie świerki. A była to chyba północ. Pomiędzy tymi świerkami stały ubrane na biało dwie Maryjki ze świecami. I tak były wielkie jak te świerki, a im bliżej podchodziliśmy, to One stawały się większe i większe. Przestraszyliśmy się okropnie, ani bratu, ani mnie nic nie dało mówić. W domu przypomniałem sobie, że dziś jest Marii, ósmego grudnia. Miałem trzy siostry, które za młodu umarły: Marię, Dorotę i Stefę. I to chyba one nam się pokazały z tymi świecami.

/z opowiadań Jana Obrzuta z Zalipia/