|
Opowiadanie V - Tajemnicze światełko koło studni Byłam małą dziewczynką i pamiętam jak nasza sąsiadka robiła nam krzywdę. Nabierała wodę ze studni tym wiadrem, w którym nosiła gnojówkę. Woda była ciągle śmierdząca, nie nadawała się do picia. Po śmierci sąsiadki, wieczorem i w nocy koło studni chodziło światełko. Zaciekawiony ojciec zebrał wszystkie dzieci ze sobą i ruszyliśmy ku studni. Światełko świeciło dalej. Ojciec domyślił się, kogo oznacza światełko i zapytał się: "Czego żądasz grzeszono duszo?" Światełko znikło i usłyszeliśmy właśnie głos złośliwej sąsiadki: "Daruj mi!". Ojciec odpowiedział: "Niech Ci Pan Bóg daruje i ja ci daruje". Odtąd nigdy światełko się nie pojawiło więcej. /z opowiadania Marii Kiełbasa z Łęgów/ Opowiadanie VI - Widmo skąpca Żył straszny skąpiec. Nigdy nikomu nic nie użyczył. Po jego śmierci nikt w domu jego nie chciał przenocować. Przychodził gospodarz i co noc tłuk się, przewracał stołki, garnki. Jednego wieczoru przyszedł podróżny i prosił o nocleg. Żona zmarłego powiedziała mu, że jej mąż przychodzi co noc i strasznie się tłucze. Ale podróżny zgodził się nocować. Przed północą przyszedł duch. Tłukł się okropnie. Podróżny zabrał swoje manatki i chciał wyjść. Strach usiadł na progu i nie wypuścił podróżnego. Ten złapał go za nogi i powiedział: "Bóg zapłać wam za nocleg". Wtedy duch krzyknął: "I tym jednym Bóg zapłać - wybawiłeś mnie z mąk czyśćcowych". Od tego czasu nigdy się już nie pokazał. /z opowiadania Marii Kiełbasa z Łęgów/ Opowiadanie VII - Naga dama Chodziłem na cegielnie na Magdalenkę. Przez 6 lat pracowałem u Wrońskiego. Chodziłem pieszo przez Ropice, na bystrzycki most, koło kapliczki przy Rumińskich. Wtedy, gdy widziałem zjawę, była jesień, listopad, zimno, mróz, a godzina to chyba przed północą. Pięknie świecił księżyc. Na rzece pod Rumińską, tam gdzie są te wielkie skały, kąpała się dama. Zeszłem z drogi i mówię do niej: "To teraz się kąpiecie? Wynosisz się stąd czy nie?". Ciało miała całe czerwone. Poczułem strach. Włosy mi rosły na głowie. Uciekłem stamtąd ile sił. A Anielka była w chołpie! /z opowiadań Jana Obrzuta z Zalipia/ Opowiadanie VIII - Maryjki Chodziłem na pajskie do Senkiewicza, a brat do księdza Wachowicza. Idziemy z wypłatą do domu koło cmentarza. W bramie rosły dwa wielkie świerki. A była to chyba północ. Pomiędzy tymi świerkami stały ubrane na biało dwie Maryjki ze świecami. I tak były wielkie jak te świerki, a im bliżej podchodziliśmy, to One stawały się większe i większe. Przestraszyliśmy się okropnie, ani bratu, ani mnie nic nie dało mówić. W domu przypomniałem sobie, że dziś jest Marii, ósmego grudnia. Miałem trzy siostry, które za młodu umarły: Marię, Dorotę i Stefę. I to chyba one nam się pokazały z tymi świecami. /z opowiadań Jana Obrzuta z Zalipia/
|